13 sie 2012

Rozdział 1.



Dzień wypłaty jest za tydzień. Pani Brown, moja pracodawczyni, nigdy nie robiła zebrań przed wypłatą. Gdy miała jakieś zażalenia mówiła wprost, dlatego budziło to we mnie niepokój.
- Przepraszam Cię. Już jestem, możemy porozmawiać. - Powiedziała pani Brown zawieszając płaszcz na wieszak. - Przejdę od razu do tego co mam Ci do powiedzenia. Jesteśmy zadowoleni  twojej pracy. Dziewczynki Cię polubiły, jednak mamy inną opiekunkę. Zaczyna pracę od jutra, więc jeszcze dziś musisz się od nas wyprowadzić. - Co za chamstwo ! Nie dałam po sobie poznać oburzenia. - Zapłacimy Ci połowę twojej miesięcznej wypłaty. Idź proszę się spakuj, a ja w tym czasie przygotuję pieniądze. - To już szczyt wszystkiego. Mimo wszystko grzecznie wyszłam z salonu i udałam sie spakować moje rzeczy. Po skończonej pracy, zaniosłam moje dwie walizki do korytarza. Pożegnałam się z dziewczynkami, po czym odebrałam wypłatę i wyszłam z domu. Gzie ja się teraz podzieję? Nie mam pracy... Bez sensu. Moje marzenie o mieszkaniu w Londynie legło. Pozwoliłam, aby łzy ciekły po moich policzkach. Postanowiłam udać się do centrum handlowego. Może choćby tam znajdę pracę. Jednak nie powiodło się. Żadnej pracy.  Nawet w gazetach nie było dobrej pracy. Bezradnie usiadłam na ławce, która znajdywała się na pobliskim chodniku przy centrum handlowym. Gdy ludzie przechodzili patrzyli się na mnie jak na jakąś nienormalną. Po raz kolejny zebrało mi się na płacz. Wzięłam telefon do którego podłączyłam słuchawki i włączyłam piosenkę. Zamknęłam oczy i próbowałam się uspokoić. Poczułam, że ktoś siada koło mnie. Otworzyłam oczy, które wciąż miałam zaszklone. Poleciało kilka łez. Spojrzałam na osobę obok. Był to jakiś chłopak. Miał założone okulary przeciwsłoneczne i bluzę z kapturem. Spod kaptura wystawało kilka jego loków. Spojrzał na mnie i mi się przyjrzał, po czym uśmiechnął miło. Śliczny uśmiech. Odwzajemniłam się lekkim uśmiechem. Stało przed nim 6 toreb z zakupami. No tak w końcu jestem blisko centrum handlowego. Spojrzałam znów na niego.
- Cześć.- Przywitał się głosem z lekką chrypką.
- Hej. - Odpowiedziałam z uśmiechem. Wydawał mi sie znajomy.
- Co się stało, ze płaczesz? - Spytał z zatroskaną miną.
- Ugh... głupia sprawa. Przyjechałam tu 5 miesięcy temu. Miałam pracę, gdzie mieszkać. Zajmowałam się dwiema dziewczynkami, z którymi mieszkałam. Jednak straciłam to wszystko. Teraz nie mam się gdzie podziać. Beznadziejnie. Jak głupia Ci tu nawijam i się żalę, a nawet się nie znamy. Nie ma to jak wygadać się komuś obcemu.
- Przykro mi. Jestem Ha...- Zaczął, ale ktoś mu przerwał. Nie ktoś, ale 4 ktosiów.
- Harry ! Harry ! - Wydzierali się jeden przez drugiego, biegnąc w naszą stronę z zakupami w ręku.
- Co jest? - Spytał, jak już mi wiadomo, Harry. Jedno było dziwne. Wszyscy mieli kaptury na głowach i założone okulary przeciwsłoneczne.
- Patrz jaką kupiłem sobie bluzkę w paski. - Krzyknął chłopak z brązowymi włosami i bluzie w paski. Hmmm ładniutki.
- A ja bejsbolówkę.- Tym razem był to chłopak z czarną czupryną i kolczykiem w uchu. Ten to dopiero ciacho.
- Uspokójcie się! - Krzyknął Harry. Zwrócił sie do mnie. - A więc jak się dowiedziałaś jestem Harry. A Tobie jak na imię?
- Nicole. - Odparłam.
- Jestem Niall. - Przedstawił się chłopak o blond włosach.
- Liam. - Był to chłopak z brązowymi włosami i  znamieniem na szyi.
- A ja to Louis piękna. - Powiedział ten w bluzce w paski. Ucałował mnie w rękę. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Poczułam, ze się lekko czerwienię.
- Zayn. - Powiedziało ciacho. Wykonał taki sam gest jak Louis.
- Miło mi. Zaraz, zaraz. Czemu mi kogoś przypominacie? Skąd was kojarzę? - Zaczęłam przyglądać się każdemu po kolei. Oni tylko rozejrzeli się dookoła, jakby sprawdzali czy ktoś idzie. Przytaknęli głowami i zaczęli śpiewać.

Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know you're beautiful!

- Ha! Już wiem. - Krzyknęłam, gdy skończyli.- Jesteście O....one...one...eeemmm...di....direction!
- Spokojnie! - Powiedział Liam.
- Choć jedna rzecz dziś przytrafiła się miła, ale cóż wybaczcie. Muszę już iść szukać mieszkania i pracy.
- Mieszkania i pracy? - Zapytał Louis, po czym się uśmiechnął. - Mówisz mieszkania i pracy.
- Tak. Straciłam dziś pracę i dach nad głową. Nie mam, więc się gdzie podziać. Nie wiecie może gdzie znajdę pokój do wynajęcia?
- Hmmm tak sie składa, ze wiemy. - Odpowiedział Zayn. Chłopcy spojrzeli po sobie i zaczęli się uśmiechać entuzjastycznie.



____________________________________________________________________

Hej ;* chcemy powitać wszystkich czytelników jeśli tylko są xd Rozdziały będą się pojawiać jeśli tylko znajdziemy czas. Liczymy na komentarze. Z góry dzięki :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz